sobota, 26 stycznia 2013

Kończy się styczeń, hurra!!!! Może to już ostatnie podrygi zimy, bo nie mogę przesiedzieć kolejnych kilku tygodni w łazience przy gorącym kaloryferze. Stany podgorączkowe nie chcą odpuścić, więc wieczorami jest mi tak strasznie zimno, że oprócz polopiryny ukojenie daje kaloryfer, najbardziej pożądany przedmiot w moim domu :)
W piątek nie załapałam się na pobranie krwi, idę więc w poniedziałek, i jeśli bad. CRP pokaże stan zapalny, to niestety Poznań okaże się "oczywistością". Być może po feriach trzeba będzie spakować walizki i zamiast wyjechać na urlop - położyć się w sali ze staruszkami i czekać na polepszenie stanu zdrowia. Im dłużej nie ma mnie w szpitalu, tym bardziej nie chcę tam jechać. I to nie tylko rozłąka z domem jest straszna... Ciągłe pobrania krwi, pękające żyły, wenflony wkłuwane nieomal na siłę, żeby przebić zrost w żyle, kłucia po kilka razy..., by odetchnąć z ulgą na kilka godzin, bo się okazuje, że kroplówka nie leci, i hopka zaczyna się od nowa.  Zawsze odwracam głowę przy wbijaniu wenflonu. Nie mogę na to patrzeć, mimo że powinnam się przez tyle lat przyzwyczaić. Zaciskam zęby, zaciskam nogi, zamykam oczy... A wenflon siedzi sobie w żyle i nie daje zapomnieć o bólu.... A w człowieka wlewają hektolitry antybiotyków, 4 razy dziennie, 6 razy dziennie, zależy ile antybiotyków i jakie dawki. Konia by powaliło, ale nie mukowiscydozę:) Najlepsze jest to, że przy takim intensywnym leczeniu, łapie się zazwyczaj infekcję, taką typową, wirusową,  z bólem gardła, katarem, najczęściej pod koniec leczenia, kiedy organizm jest zapewne wykończony kuracją. I wtedy wychodzi się do domu nie w lepszym stanie, tylko czasem gorszym niż się przyjechało. Bo jest koniec leczenia i nic więcej nam nie dadzą, bo zresztą, ile można! Dlatego czekam na marzec, już jest wtedy cieplej, już nie tak łatwo można coś dodatkowego podłapać, powietrze z otwartych okien w łazience już nie jest takie lodowate, można się normalnie umyć...

3 komentarze:

Marta Gliniecka pisze...

Napisz coś pozytywnego, bo jutro jadę do Rabki :)) mam nadzieję, że żadne świńskie grypy nas tam nie zastaną. Ja też marznę zimą, zwłaszcza rano... Pozdrawiam Cię mocno!

Villemo pisze...

Martusiu, na pewno napiszę coś pozytywnego, obiecuję :) Ty chociaż zobaczysz góry, a ja ze swojego okna widzę tylko niezbyt piękne garaże. Wrócisz wzmocniona akurat na wiosnę, która na pewno zbliża się już wielkimi krokami. Pozdrawiam!

Bożena Aksiutin pisze...

Pani Asiu, "wiosną wszystko wygląda inaczej". A Timka i Phil przewidują szybkie jej nadejście :)
Właśnie się dowiedziałam, że 02 lutego obchodzimy Dzień Świstaka :) http://www.twojapogoda.pl/wiadomosci/112073,swistaki-przewiduja-wczesna-wiosne

Prześlij komentarz